Jarosław Modzelewski — „Nabrzeże”
5 listopada 2026 – 3 maja 2027
Galeria Palowa, Ratusz Głównego Miasta
ul. Długa 46/47, Gdańsk
Organizator: Muzeum Gdańska
Kuratorka: Marta Smolińska
Nabrzeże jako miejsce cumowania pamięci:
morskie obrazy Jarosława Modzelewskiego
Jarosław Modzelewski od dawna maluje pejzaże, które wymykają się tradycyjnemu rozumieniu krajobrazu. Nie są ani widokami natury, ani realistycznymi zapisami konkretnych miejsc. Każdy z nich stanowi raczej zapis spotkania człowieka z przestrzenią, w której osadza się doświadczenie czasu. W obrazach prezentowanych na indywidualnej wystawie artysty w Muzeum Gdańska takim miejscem staje się nabrzeże. Nie jest ono jednak wyłącznie fragmentem portowej infrastruktury ani linią wyznaczającą granicę pomiędzy lądem i wodą. Nabrzeże okazuje się kategorią znacznie głębszą – miejscem chwilowego zatrzymania, przestrzenią nieustannej wymiany oraz figurą pamięci, która nigdy nie pozostaje nieruchoma. To na nim spotykają się odmienne porządki doświadczenia: historia i teraźniejszość, pamięć i codzienność, bezruch i ruch, obserwacja i uczestnictwo, prywatne życie oraz zbiorowa świadomość.
Samo słowo „nabrzeże” sugeruje bliskość brzegu, lecz zarazem wskazuje na jego nieoczywistość. Brzeg nie jest bowiem linią oddzielającą dwa światy, a powstaje raczej dzięki ich wzajemnemu oddziaływaniu. Morze nieustannie modeluje ląd, podobnie jak ląd próbuje wyznaczać granice wodzie. Nabrzeże jest zatem miejscem negocjacji pomiędzy żywiołami. Nie należy ani całkowicie do miasta, ani całkowicie do morza. Pozostaje przestrzenią „pomiędzy”, lecz nie w sensie biernego zawieszenia – owo „pomiędzy” ma bowiem charakter dynamiczny. Tutaj wszystko znajduje się w ruchu: fale biją o brzeg, statki i łodzie przypływają i odpływają, ludzie przychodzą i odchodzą, światło zmienia kolor wody, a historia nieustannie osadza się w teraźniejszości.
Ta procesualność przypomina sposób, w jaki Tim Ingold opisuje krajobraz – nie jako gotowy obraz oglądany z dystansu, lecz jako rezultat nieustannie splatających się ludzkich działań, ruchów, śladów i relacji. Krajobraz nie jest widokiem, lecz procesem zamieszkiwania świata – i tak właśnie ukazuje go Modzelewski. Port, rzeka, ujście Wisły czy morski brzeg nigdy nie funkcjonują u niego jako malownicze dekoracje. Są przestrzeniami życia, pracy, pamięci i codziennego trwania.
Nieprzypadkowo wystawę otwierają obrazy należące do kolekcji Muzeum Gdańska. Nabrzeże Westerplatte, Twierdza Wisłoujście, Polski Urząd Pocztowo-Telegraficzny oraz Reda tworzą rodzaj malarskiego prologu. To tematy gdańskie, związane z miejscem i jego dziejami. Modzelewski nie maluje jednak historii w sensie ilustracyjnym, nie rekonstruuje wydarzeń ani nie buduje narodowej ikonografii. Jako malarza interesuje go raczej to, w jaki sposób przeszłość pozostaje obecna w gdańskim krajobrazie współczesności.
Francuski specjalista w zakresie memory studies Pierre Nora pisał, że nowoczesność tworzy miejsca pamięci wtedy, gdy zanika pamięć żywa. Pomniki, archiwa czy muzea przejmują funkcję przechowywania przeszłości. W malarstwie Modzelewskiego dzieje się jednak coś odwrotnego. Pamięć nie zostaje zamknięta w jednym miejscu – nie daje się zakotwiczyć raz na zawsze. Zachowuje się raczej jak statek wpływający do portu, który cumuje tylko na chwilę, po czym ponownie odpływa. Dlatego Westerplatte nie jest jedynie pomnikiem historii, lecz miejscem, gdzie pamięć spotyka się z codziennym rytmem pracy portu i ruchem turystycznym.
Najlepiej widać to w obrazie Nabrzeże Westerplatte. Monument Obrońców Wybrzeża pozostaje częściowo ukryty pośród drzew, podczas gdy pierwszy plan zajmują dwa intensywnie pomarańczowe holowniki. W klasycznej ikonografii historycznej proporcje zostałyby odwrócone. Tutaj jednak to zwyczajne jednostki portowe stają się głównymi bohaterami przedstawienia. Modzelewski świadomie rezygnuje z heroizacji miejsca. Historia nie zostaje odizolowana od teraźniejszości, lecz wpisana w rytm codziennych manewrów portowych. Holowniki przepływają obok pomnika dokładnie tak, jak współczesność codziennie przepływa obok pamięci. Monument nie dominuje nad obrazem, lecz współistnieje z rytmem współczesnego życia.
Podobną strategię artysta stosuje w Twierdzy Wisłoujście. Jeden z najważniejszych zabytków militarnych Gdańska ukazany został z perspektywy kanału portowego. Przed twierdzą pojawia się niewielki holownik o zielono-żółtym kadłubie i to właśnie on organizuje kompozycję. Twierdza pozostaje tłem współczesnego portu. Historia nie zostaje przedstawiona jako zamknięta przeszłość, lecz jako trwały element codzienności. Woda, która przez stulecia przynosiła do Gdańska statki handlowe, okręty wojenne i ludzi różnych kultur, nadal płynie tym samym korytem. Zmieniają się jednostki pływające, zmieniają się polityczne granice, lecz rytm miejsca pozostaje zaskakująco stały.
Jeszcze bardziej syntetyczny charakter ma Polski Urząd Pocztowo-Telegraficzny. Modzelewski nie rekonstruuje dramatycznej obrony Poczty Polskiej. Czołg, sylwetki żołnierzy i czerwony gmach zostają sprowadzone do kilku uproszczonych, lecz bardzo ekspresyjnych form i kontrastów barwnych. Nie oglądamy wydarzenia, lecz kliszę zachowaną w pamięci zbiorowej. Artysta nie pyta o przebieg historii, lecz o sposób, w jaki zapisuje się ona w ludzkiej wyobraźni. W tym kontekście intensywna czerwień budynku staje się bardziej kolorem emocji niż barwą architektonicznej fasady.
Najbardziej zagadkowy pozostaje jednak obraz Reda. Na pierwszy rzut oka wydaje się klasycznym pejzażem morskim: ciemnozielona tafla wody, ciężkie chmury, deszcz opadający pionowymi pasmami i sylwetki kontenerowców na horyzoncie. Dopiero po chwili wzrok odnajduje samotnego człowieka stojącego po pierś w wodzie. Nie wiadomo, czy dopiero wszedł do morza, czy z niego wychodzi. Nie wiadomo, czy obserwuje statki, czy burzę. Nie wykonuje żadnego gestu, który pozwoliłby odczytać jego intencje. To zawieszenie okazuje się kluczowe. Człowiek znajduje się dokładnie tam, gdzie przebiega niewidzialna granica pomiędzy żywiołem a stałym gruntem. Mężczyzna z Redy nie patrzy na morze z bezpiecznej odległości: jest w nim głęboko zanurzony. Bałtyk jawi się tutaj jako żywioł, z którym negocjujemy własną obecność i miejsce w świecie, ucząc się akceptować jego obojętność wobec ludzkiej skali doświadczenia.
Szczególnym punktem odniesienia dla narracji całej wystawy pozostaje również Marlow – człowiek morza z 1984 roku – najwcześniejszy obraz prezentowany na ekspozycji, powstały jeszcze w okresie działalności Gruppy. Nie jest to jedynie świadectwo początków drogi artystycznej Modzelewskiego, lecz dzieło, w którym ujawniają się motywy powracające w jego malarstwie przez kolejne dekady. Już tutaj morze przestaje być pejzażem, a staje się przestrzenią wyobraźni, pamięci i egzystencjalnego doświadczenia. Tytuł odsyła do jednej z najbardziej znaczących postaci literatury marynistycznej – Charlesa Marlowa, narratora Jądra ciemności Josepha Conrada, a zarazem bohatera innych jego utworów. Marlow nie jest u Conrada zdobywcą świata, lecz uważnym obserwatorem, który odkrywa, że każda podróż prowadzi równie mocno w głąb własnej świadomości, jak ku nieznanym lądom. Podobny sens przyjmuje obraz Modzelewskiego.
Kompozycja zbudowana została z niezwykłą dyscypliną formalną. Centralnie umieszczona sylwetka człowieka wyłania się na tle rytmicznego układu błękitnych zygzaków przywodzących na myśl zarówno morskie fale, jak i dekoracyjny ornament. Przestrzeń przecinają powtarzające się czarne sylwetki statków, rozmieszczone niemal jak znaki pisma lub powracający motyw muzyczny. Powtórzenie nie tworzy jednak poczucia ruchu, lecz zawieszenia – statki zdają się dryfować poza czasem, otaczając Marlowa niczym materializujące się wspomnienia kolejnych wypraw. Uproszczenie form, zdecydowane kontrasty barwne i świadoma rezygnacja z iluzji przestrzeni zdradzają język malarski charakterystyczny dla wczesnej twórczości artysty oraz estetyki Gruppy, która bazowała na ekspresji i symbolicznym skrócie. Umieszczenie tego obrazu wśród najnowszych przedstawień Gdańska, portów i nabrzeży pozwala dostrzec niezwykłą konsekwencję twórczości Modzelewskiego. Motyw morza okazuje się bowiem nie nowym tematem, lecz jednym z najtrwalszych wątków jego wyobraźni – obecnym od ponad czterdziestu lat i nieustannie zyskującym nowe znaczenia.
Szczególne miejsce w tej ewolucji zajmuje powstały we współautorstwie z Markiem Sobczykiem obraz Co? Cztery Kwatery; Czym? Kotwica; Idę do Ojca; Metalowa Szechina Żeńska; Nabrzeże Zbożowe [Ślusarstwo] z lat 2015–2016. Dzieło nie przedstawia jednego widoku ani konkretnego wydarzenia. Jest raczej zapisem sposobu poznawania miejsca. Obraz powstał podczas pobytu studyjnego artystów w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Nowym Porcie, poprzedzającego wspólną wystawę Tabela. Co? Czym? (Polityka). Wielotygodniowe spacery po okolicy prowadziły do gromadzenia obserwacji, przypadkowo odnalezionych motywów, napisów, znaków drogowych, elementów ślusarki, fragmentów architektury i przedmiotów portowej codzienności. Nie układają się one w realistyczny obraz Gdańska, lecz tworzą swoisty atlas pamięci miejsca.
Podział płótna na cztery kwatery przypomina układ notatnika lub tablicy roboczej, na której poszczególne elementy zachowują własną autonomię, a zarazem wchodzą ze sobą w nieoczywiste relacje. Cztery kwatery łączą motywy zaczerpnięte z portowej rzeczywistości – znak zakazu kotwiczenia, ślusarskie konstrukcje, fragment nabrzeża czy figura „Metalowej Szechiny Żeńskiej” – z osobistymi skojarzeniami, takimi jak zapis Idę do Ojca, pochodzący z notatek Modzelewskiego. Port nie jest tutaj tematem samym w sobie, lecz przestrzenią wyzwalającą skojarzenia i uruchamiającą proces myślenia. Co znamienne, sami artyści nie rozdzielają autorstwa poszczególnych fragmentów – obraz powstawał równocześnie, we wspólnym rytmie pracy, poprzez wzajemne dopowiadanie kolejnych motywów. Taki sposób malowania staje się metaforą pamięci, która również nie buduje się linearnie. Składa się z nakładających się śladów, przypadkowych odkryć i obrazów, które z czasem zaczynają tworzyć własną, wewnętrzną mapę miejsca.
W pracach z kolejnych lat pojawiają się wszak pogłębiarki, falochrony, kutry, łodzie rybackie, kajaki i niewielkie jednostki portowe. Powracają motywy brzegu, ale pozbawione już jednoznacznych odniesień historycznych. Można odnieść wrażenie, że artysta świadomie przesuwa uwagę z wielkich wydarzeń na codzienność. Tymczasem nie jest to odejście od historii, lecz próba pokazania, że pamięć miejsca budowana jest przede wszystkim przez powtarzalność zwyczajnych czynności. Port istnieje dlatego, że codziennie wpływają do niego statki, pogłębiarki oczyszczają tory wodne, rybacy wypływają na połów, a holowniki wykonują swoje manewry. Historia osadza się właśnie w tej rytmicznej powtarzalności.
Wyjątkowo interesująco prezentują się obrazy przedstawiające prace hydrotechniczne. Pogłębiarka przy falochronie, Remont falochronu w Ustce czy Manewrowanie mogłyby zostać odczytane jako współczesne sceny industrialne. Modzelewski nie celebruje jednak techniki, a maszyny nie dominują nad krajobrazem. Przeciwnie – pozostają niewielkimi elementami ogromnej przestrzeni nieba i morza. Falochron, który z definicji ma chronić ląd przed naporem fal, staje się kolejną metaforą ludzkiego wysiłku zmierzającego do chwilowego uporządkowania świata. Jest konstrukcją równie potrzebną, co nietrwałą. Morze nieustannie przypomina o względności każdej granicy i granicznej kondycji nabrzeża, które jest fenomenem pomiędzy wodą a lądem.
Szczególną rolę odgrywają dwa obrazy namalowane specjalnie na wystawę w 2026 roku – S:S Sołdek. Fantazja oraz Sołdek w Bieszczadach. Ich bohaterem jest statek wyjątkowy: Sołdek, pierwszy pełnomorski statek zbudowany w Polsce po II wojnie światowej, zwodowany w Stoczni Gdańskiej w 1948 roku, od 1985 roku zachowany jako statek-muzeum przy nabrzeżu Ołowianki, będący jednym z najważniejszych symboli powojennej historii polskiego przemysłu okrętowego i Gdańska. Modzelewski nie traktuje go jednak jak zabytku techniki ani historycznego dokumentu. W obu obrazach Sołdek zostaje uwolniony od praw fizyki i geografii. W S:S Sołdek (fantazja) monumentalna sylweta statku wyłania się z ciemności niczym wizja lub wspomnienie. Rozświetlona nadbudówka sprawia wrażenie latarni pamięci, a frontalne ujęcie nadaje jednostce niemal portretowy charakter. Jeszcze dalej odrealniona jest sytuacja w obrazie Sołdek w Bieszczadach, gdzie statek pojawia się pośród górskiego krajobrazu. To świadomie skonstruowana niemożliwość, ponieważ Sołdek nigdy nie mógł znaleźć się w Bieszczadach – i właśnie dlatego obraz działa siłą wyobraźni. Nie ilustruje rzeczywistości, lecz pokazuje sposób funkcjonowania pamięci, która nakłada na siebie odległe krajobrazy i nie respektuje granic geograficznych. Górski pejzaż spotyka się z morskim symbolem Gdańska, tworząc nową, wewnętrzną mapę doświadczeń. Sołdek przestaje być wyłącznie statkiem zacumowanym przy muzealnym nabrzeżu. Ponownie wyrusza w podróż – tym razem nie po Bałtyku, lecz po przestrzeni wyobraźni.
Z kolei Nocny połów, Łodzie przy brzegu czy Przy brzegu ukazują inny wymiar relacji człowieka z wodą. To już nie przestrzeń pracy, lecz uważnego współistnienia. Łódź nie jest tutaj przede wszystkim środkiem transportu. Staje się miejscem zamieszkiwania świata, choćby tylko przez chwilę. Yi-Fu Tuan zauważał, że miejsce rodzi się z doświadczenia, z powolnego oswajania przestrzeni poprzez obecność. W obrazach Modzelewskiego właśnie ta obecność okazuje się najważniejsza. Bohaterowie nie zdobywają morza, nie walczą z nim ani nie próbują go podporządkować własnej woli. Trwają. Ich relacja z wodą przypomina raczej dialog niż konfrontację.
W wielu kompozycjach uwagę zwraca sposób malowania nieba. To ono bardzo często organizuje emocjonalny ton obrazu. Chmury nie są dekoracją pejzażu, lecz aktywnym uczestnikiem przedstawienia. Czasami niemal przygniatają wodę swoim ciężarem, innym razem rozświetlają ją ciepłym światłem zachodu słońca. Morze odpowiada na te zmiany subtelnymi przesunięciami barw – od chłodnych zieleni i granatów po rozświetlone oranże oraz róże. Kolor wzmacnia u Modzelewskiego funkcję pamięci afektywnej. Nie odtwarza rzeczywistości, lecz zapisuje atmosferę miejsca, podobnie jak działa pamięć – zachowujemy we wspomnieniu nie tyle dokładny wygląd krajobrazu, ile jego światło, temperaturę, zapach czy wilgoć powietrza.
Na tym tle szczególnie wyraziste pozostają intensywnie pomarańczowe holowniki i jednostki techniczne. Powracają niczym motyw przewodni całej wystawy. Są znakami ludzkiej obecności, ale również znakami troski. Ich zadaniem nie jest spektakularna podróż, lecz wspieranie innych statków, prowadzenie ich do portu, pomoc przy cumowaniu i bezpiecznym manewrowaniu. Trudno o bardziej trafną metaforę pamięci. Ona również nie istnieje sama dla siebie. Prowadzi współczesność ku przeszłości, lecz nie zatrzymuje jej na zawsze. Pozwala jedynie na chwilowe zacumowanie.
W tym sensie Nabrzeże nie jest wystawą o morzu, a o sposobach doświadczania czasu. Czy poruszają się statki, czy raczej czas? Czy płynie człowiek, czy płynie historia? Gdańsk staje się tutaj czymś więcej niż konkretnym miastem. To przestrzeń, w której od stuleci spotykają się ludzie, języki, towary, idee i historie. Port nie jest jedynie miejscem wymiany ekonomicznej. Stanowi wszak miejsce nieustannej wymiany pamięci. Każdy przypływ przynosi nowe doświadczenia, każdy odpływ pozostawia ślady. Modzelewski nie próbuje ich katalogować, a raczej uważnie obserwuje moment, w którym pojawiają się na powierzchni i po chwili ponownie znikają.
Dlatego narrację wystawy dopełniają wizerunki własne artysty – wnikliwego obserwatora nabrzeży. Autoportret, Dawno temu i Zamalowywanie kierują uwagę na figurę samego twórcy. Autoportret przyjmuje niemal frontalną, ikoniczną formę, koncentrując uwagę na twarzy i spojrzeniu malarza, który dostrzega i analizuje motywy. W kompozycji Dawno temu portret własny z czasów młodości zostaje zestawiony z karcianym ludzikiem na brzegu morza, stając się refleksją nad pamięcią, przemijaniem i własną biografią. Z kolei w Zamalowywaniu artysta zwraca się ku samemu procesowi twórczemu, ukazując moment nanoszenia kolejnych warstw farby, które jednocześnie zakrywają i zachowują wcześniejsze obrazy. Malowanie staje się tu metaforą pamięci – nieustannego nadpisywania, a nie wymazywania przeszłości. Pamięć u Modzelewskiego ma charakter procesu, ponieważ nie daje się zatrzymać ani zamknąć w jednym przedstawieniu. Cumuje tylko na moment, by zaraz ponownie odpłynąć, a wszystkiemu skrupulatnie przygląda się postać artysty-malarza, interpretującego świat w języku obrazów.
Ostatecznie okazuje się, że nabrzeże jest również trafną metaforą samego malarstwa. Obraz, podobnie jak port, nie zatrzymuje znaczeń na zawsze. Pozwala im jedynie przybić do brzegu wyobraźni osób patrzących. Każde spojrzenie staje się nowym przypłynięciem, każda interpretacja – kolejnym odcumowaniem. Dlatego morskie obrazy Modzelewskiego nie opowiadają wyłącznie o Gdańsku ani o Bałtyku. Opowiadają o pamięci, która – niczym statek – potrzebuje miejsca, by na chwilę się zatrzymać, zanim ponownie wypłynie ku kolejnym doświadczeniom. Właśnie takim fenomenem jest tytułowe nabrzeże: przestrzenią nieustannego spotkania historii z teraźniejszością, falowania wspomnień, napięcia pomiędzy pamięcią zbiorową a indywidualną; miejscem bezpiecznym, pozwalającym na obserwację morza z dystansu, lecz również umożliwiającą kontakt z żywiołem. To tutaj pamięć cumuje, ale nigdy nie pozostaje na zawsze.
Marta Smolińska
